wtorek, 21 listopada 2017

O tym jak "NIE URODZIŁAM" swojego dziecka. Cesarskie cięcie = poród czy wydobyciny?

​​
Podobno poród przez cesarskie cięcie to nie poród. 
Podobno tez nie jest się prawdziwą matka jeśli dziecko na świat wydało się poprzez cesarskie cięcie. 
Podobno tez dziecko takie nie obchodzi urodzin a "wydobyciny" - w końcu zostało przecież tylko z nas wydobyte. 


Internet mnie zaskakuje i zadziwia. To się chyba nigdy nie zmieni. 


Urodziłam moja córkę poprzez cesarskie cięcie. Nie dam sobie wmówić ze ten poród to nie poród.

Wiele z nas myśląc o porodzie ma 'wizję' tylko porodu naturalnego. Ciężko więc pogodzić się z tym, że poród choć zaczyna się naturalnie, kończy się cesarką. 
Myśle, że tym osobom pomoże tekst napisany przez 'mamę ginekolog' 
KLIK a szczególnie fragment:

"I tu bardzo ważna informacja – nawet jeżeli po wielu godzinach porodu, okaże się, że jednak musicie mieć cesarskie ciecie- to wszystkie te zalety dziecku dałyście.
Dziecko miało ten korzystny stres, zdążyło się skolonizować Waszymi bakteriami (zakładając, że był pęknięty pęcherz płodowy, czyli „odeszły wody”) – dlatego nie myślcie nigdy sobie:
„Tyle się męczyłam, a skończyło się i tak cięciem”
Ten poród też miał sens!" 


Nasza historia porodu. 

Nasz poród odbył się 9 dni po terminie. Spędziłam na sali przedporodowej 3 doby pod obserwacja, bez rozwarcia, bez jakichkolwiek skurczy. Lekarze zdecydowali o podaniu oksytocyny. Oksytocyny, której byłam cała ciąże przeciwna - ale mus to mus. Próba oksytocynowa dała całe nic. Kolejna wywołała skurcze które rozwijały się cała noc. 
Cała ciąże myślałam, że kiedy zaczną się skurcze będzie przy mnie mój mąż. Wiecie - obudzę go i powiem "Skarbie zaczęło się!", ale jedyne co wtedy miałam to nocne wsparcie od męża w postaci SMS - żeby rozmową nie obudzić mojej współlokatorki z sali - i wspólne smsowe odliczanie czasu pomiędzy skurczami...
O 7 rano zabrali mnie na salę porodowa. 
Jakieś tam rozwarcie się pojawiło ale całe nic, za to skurcze co około 5 minut. 
Kolejna dawka oksytocyny. Skurcze coraz boleśniejsze. Przyjechał mąż. (Zawsze wiedziałam że chce aby był przy porodzie. Zawsze też wiedziałam ze chce rodzic naturalnie. Mieliśmy w planach, ze to mąż przetnie pępowinę...) Wiecie, ze przez cała ciąże nie przeczytałam praktycznie nic o cesarce ? Z góry zakładałam ze ona mnie w ogóle nie dotyczy.
Skurcze trwają i trwają a tu już południe. Biegam pomiędzy prysznicem a łóżkiem na które mnie co chwile wołają. Sprawdzają rozwarcie, 5cm. Chlusnęły wody. Leje się tego jak cholera! Pytają czy chce znieczulenie. Znieczulenie, któremu cała ciąże byłam przeciwna. No trudno mam widocznie zbyt niski próg bólu wiec się godzę - w końcu mówią ze to ostatnia chwila na to, i ze trochę pomoże. Biorę! 
Rozwarcie 6 cm. Znieczulenie pomogło na 10 minut. Łał (!)
Mąż trzyma mnie dzielnie za rękę. 
Leżąc tyle czasu na sali przedporodowej miałam wykonywane regularnie KTG, przyzwyczaiłam się już do tego ze niejednokrotnie źle się ułożyłam i tętna dziecka nie łapało. Wystarczyło się jakoś inaczej przekręcić i "wracało". 
Gdy przy 6 cm rozwarcia sobie zniknęło, zaczęliśmy z mężem poruszać sprzętem przyczepionym na brzuch, ja zaczęłam się przekręcać i nic. Nie słychać. Nagle zareagowała położna. (Gratulacje, przerwałaś pogawędkę, zauważyłaś ze coś się dzieje) Szuka tętna - nie może znaleźć... 

Dalszy ciąg pamiętam już jak przez mgłę. Zbiegowisko, papier do podpisania ze zgadzam się na cesarkę, na znieczulenie, mąż wygoniony na korytarz, maska na twarz i każą mi oddychać. 
Krzyczę do nich - "ale mi nic nie jest, nie chce tej maski, oddycham normalnie!"
Drą się  do mnie - "ale dziecko nie oddycha, masz oddychać tak żeby ruszał się brzuch" 

Czy ktoś do cholery w tym szpitalu umie zrozumieć co czuje kobieta z dzieckiem w brzuchu, słysząc ze jej dziecko nie oddycha ?!

Kolejne 5 minut kiedy mnie szykowali, cewnikowali i kto wie co jeszcze myślałam tylko  "żeby ruszał się brzuch" i o tym ze chce usłyszeć jej krzyk. 
Przewieźli mnie na sale, podłączyli pod wszystko co trzeba, znieczulili, zasłonili kotarą. 
Łzy leciały same, ale najważniejsze było wtedy ją usłyszeć. 
Tego strachu nie zapomnę nigdy. 

14:35 najpiękniejszy dźwięk w życiu.
I najpiękniejszy widok




Chociaż pragnęłam aby urodzić naturalnie, aby położono mi ją na brzuchu, aby mąż przeciął pępowinę, aby mogła leżeć tak na mnie i abym mogła ją tulić - jak widać nic nie poszło po mojej myśli. Najważniejsze jednak, że jest - cała i zdrowa. Nasze największe szczęście. 

Nigdy nie pozwolę sobie wmówić ze moje dziecko to wydobyciny. 

Nie dajcie sobie wmówić ze poród przez cesarskie cięcie to nie poród. Czasem poród musi być wywołany. Czasem poród, który zaczął się sam musi zakończyć się cesarką. Czasem masz wadę wzroku i z góry masz wskazanie do cięcia. Zresztą wskazań do cesarki jest wiele... 

Jesteś prawdziwa matka - bez względu na to jak urodziłaś swoje dziecko.  


3 komentarze

  1. Świetny wpis. Pozdrawiam Mama Radzi Mamie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie - jesteś mamą, bez względu na to jak urodziłaś swoje dziecko. Jesteś mamą, także Twoje dziecko urodziło się z serca, a nie z brzucha (przybliżony cytat mamy adopcyjnej). Piękny wpis. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń